Sto lat

Trzy dni temu w „Metrze” tekst pod tytułem „Mieszkam w Warszawie. Jeszcze nigdy nie byłem tak samotny”. Lead też wymowny: ” Tu nikt nie ma dla nikogo czasu. Jeśli wieczorem sam wyjdziesz na miasto, możesz być pewny, że z nikim nie zamienisz słowa – swoją historię opowiada (…)”. Dalej jest już tylko smutniej.
Półtora miesiąca temu zadzwonił do mnie w którąś środę mój Przyjaciel z podstawówki. Telefon odebrałem w stołówce zakładu pracy. Potwierdziłem, że jestem w Warszawie. Spytał, kiedy zjeżdżam do Oświęcimia i czy możemy się umówić na piwo w piątek wieczorem, w „Tawernie”.
Czytaj dalej Sto lat

Na Willi Hoessa

Obrazek z hollywoodzkich filmów: dzieciaki pluskają na ulicy, w wodzie tryskającej z hydrantu. O ile dobrze się domyślam, to jest symbol tęsknoty za niewinnym dzieciństwem albo sposób na pokazanie widzowi ubóstwa (kąpiel przy hydrancie musi wystarczyć, bo nie ma posiadłości z basenem). Oczywiście w takiej scenie może chodzić o jedno i drugie: nostalgię za zarazem biednym i radosnym czasem, kiedy bohaterowie doznawali pełni życia chłodząc rozgrzane letnim skwarem głowy w strumieniach rozpływających się na zakurzonym asfalcie albo betonie. Zależnie od czasu akcji zmienia się w filmach kolor skóry dzieciaków, zmienia się miejsce, ale hydrant jest ikoną.
Kiedy miałem kilka-kilkanaście lat chodziliśmy nad Sołę.
Czytaj dalej Na Willi Hoessa

Oświęcimskie anegdotki

Książka, która działaby się w Oświęcimiu, której bohaterami byliby Oświęcimianie, obyczajowa, współczesna historia, byłaby w jakiś sposób niegodna. Tylko mieszkańcy mojego miasta czytaliby ją niewinnie i bez wartości dodanej. Oświęcimskie historie, nawet gdyby się działy wyłącznie w XXI wieku, byłyby zagłębione w poprzednim.
Czytaj dalej Oświęcimskie anegdotki

Moje miasto

W mojej książce nie ma mojego miasta. Jeśli nawet kiedyś napiszę następną, najpewniej też go w niej nie będzie. W mojej książce jest Warszawa, ale jakkolwiek wierzę, że miłość do niej jest możliwa, ja jej nie odwzajemniam. W „Bujdzie” jest Kraków, miasto, które lubię odwiedzać. Ale Kraków nie dał mi szansy i się na mnie wypiął. Jego strata. W Krakowie bywam gościnnie. To nie to, co moje miasto.
Moje miasto jest miastem jak każde inne tylko dla ludzi z najbliższej okolicy i tych, którzy w nim mieszkają. Kiedy mówię komuś, że jestem z Oświęcimia, odpowiadają mi zwykle poważne miny i spojrzenia. Nikt nie pomyśli, że jaja sobie robię, bo nie robi się jaj z takiego pogrzebu.
Czytaj dalej Moje miasto