Kino

W połowie lat 90-tych koledzy prowadzili kino w Trzebini. Jeden opowiadał, jak czekając na autobus do Krakowa, był świadkiem awantury na przystanku. Trzydziestoparoletnia kobieta czyniła wyrzuty swojemu towarzyszowi-rówieśnikowi. „To były moje pieniądze! Ale ty masz to w dupie! Odłożyłam se na wino, a ty żeś mi to ukradł! To były moje pieniądze, ale ty musiałeś iść do kina! Obrazków ci się kurwa zachciało!”. Ja tego gościa rozumiem. Też bez obrazków żyć nie mogę.
Czytaj dalej Kino

Reklamy

Za piecem

Od ponad miesiąca jestem w Oświęcimiu. Zostawiłem Babilon, znaczy Warszawę – mam nadzieję, że na dobre. Dni sączą się wolno, bez stresów, deprechy nie wspominając. Ale czas zasuwa ostro – ani się obejrzałem, a miesiąc jak z samopału strzelił. Ktoś tam na górze wyraźnie mnie lubi. I mam nadzieję, że tak już zostanie. Stara Przyjaciółka, która zakotwiczyła lata temu na Wyspach, pisze mi w mejlu o ciągłych wyjazdach, o planowanej na kilka miesięcy wprzód gonitwie. Pisze: „A ty szczesciarzu zakotwiczyles sie Oswiecimiu, jak u Pana Boga za piecem…”
Czytaj dalej Za piecem

Ciocia we wsi

Kilka dni przed pierwszym listopada przyjechała do Oświęcimia Ciocia. Spotkaliśmy się w przeddzień Wszystkich Świętych u mojej mamy. Spytałem, co słychać we Wrocławiu, mając na myśli rodzinę, której dawno nie widziałem. Jednak Ciocia nie przepuściła okazji, żeby ponarzekać na prowincję. „We Wrocławiu wiocha”, odparła, „ale w Oświęcimiu – to dopiero jest wiocha!”
Czytaj dalej Ciocia we wsi

„Teatralna”

O ile do „Poziomki” chodziło się na lody, o tyle „Teatralna” była światem nudnych, dorosłych rozrywek. Wyobrażam sobie jak ten świat wyglądał. Szatnia, dalej zadymiona sala. Kawa z gruntem serwowana w szklankach przez bufetową, sorry – kelnerkę. Jesteśmy przecież w restauracji. Obraz jest statyczny i czarno-biały. Albo raczej szarobury. Nie weszliśmy do filmu Kondratiuka, tylko do „Teatralnej”. W sobotę wieczorem chyba dancing. Ale możliwe też, że dansing. Nie mam pojęcia, kto się tam bawił. Znam tylko zapracowanego muzyka, który prosto z dancingu/dancingu szedł na szóstą do kościoła, bo to wszechstronny organista. Jestem pełen podziwu, że mu się melodie nie myliły.
Czytaj dalej „Teatralna”

„Poziomka”

Kiedy mówię: „pasaż przy Śniadeckiego”, myślę: garmażerka, cepelia, „Poziomka”, „Teatralna”. Wszystkie przechodzą do historii. Będzie remont, po którym, żadna nie wróci. Żadnej mi nie żal. Za żadną nie tęsknię. Cepelia zniknęła już jakiś czas temu. Garmażerki, zdaje się, też już nie ma. Ale „Poziomka” i „Teatralna”? Przynajmniej ładnie się nazywają.
Czytaj dalej „Poziomka”

Pasaż

Ponad dziesięć lat temu woziłem z Brzezinki na Osiedle cykliniarza do remontowanego mieszkania. Raz przy nim zapaliłem. Dym z papierosa wykurzył diabła z pudełka. Pan Józef opowiedział mi z przejęciem, że w Oświęcimiu były zakłady tytoniowe. „Trzysta ludzi miało dobrą pracę, przeważnie kobiety. I wszyscy ci ludzie poszli na bruk, przeważnie kobiety. Bo te zakłady kupił jeden Żyd. Filip Moris się nazywa”. Czytaj dalej Pasaż

Sukiennice

Od początku lat 70-tych, czyli dla mnie od zawsze, bez względu na pogodę, o każdej porze dnia i nocy na Rynku w Oświęcimiu jest tęcza. Właściwie: „Tęcza”. Kiedy z drzew opadną liście, jest gorzej – wydaje się większa, widać ją bardziej. W którymkolwiek miejscu nie stanąć, zasłania nie tylko płytę, ale i całą przeciwległą stronę Rynku, który piękny nie jest, ale dałby się lubić. Gdyby nie tęcza. Temu, który tego kloca nawalił, udała się trudna sztuka: nasrać i uciec.
Czytaj dalej Sukiennice