„Teatralna”

O ile do „Poziomki” chodziło się na lody, o tyle „Teatralna” była światem nudnych, dorosłych rozrywek. Wyobrażam sobie jak ten świat wyglądał. Szatnia, dalej zadymiona sala. Kawa z gruntem serwowana w szklankach przez bufetową, sorry – kelnerkę. Jesteśmy przecież w restauracji. Obraz jest statyczny i czarno-biały. Albo raczej szarobury. Nie weszliśmy do filmu Kondratiuka, tylko do „Teatralnej”. W sobotę wieczorem chyba dancing. Ale możliwe też, że dansing. Nie mam pojęcia, kto się tam bawił. Znam tylko zapracowanego muzyka, który prosto z dancingu/dancingu szedł na szóstą do kościoła, bo to wszechstronny organista. Jestem pełen podziwu, że mu się melodie nie myliły.
Czytaj dalej „Teatralna”

Reklamy

„Poziomka”

Kiedy mówię: „pasaż przy Śniadeckiego”, myślę: garmażerka, cepelia, „Poziomka”, „Teatralna”. Wszystkie przechodzą do historii. Będzie remont, po którym, żadna nie wróci. Żadnej mi nie żal. Za żadną nie tęsknię. Cepelia zniknęła już jakiś czas temu. Garmażerki, zdaje się, też już nie ma. Ale „Poziomka” i „Teatralna”? Przynajmniej ładnie się nazywają.
Czytaj dalej „Poziomka”

Sukiennice

Od początku lat 70-tych, czyli dla mnie od zawsze, bez względu na pogodę, o każdej porze dnia i nocy na Rynku w Oświęcimiu jest tęcza. Właściwie: „Tęcza”. Kiedy z drzew opadną liście, jest gorzej – wydaje się większa, widać ją bardziej. W którymkolwiek miejscu nie stanąć, zasłania nie tylko płytę, ale i całą przeciwległą stronę Rynku, który piękny nie jest, ale dałby się lubić. Gdyby nie tęcza. Temu, który tego kloca nawalił, udała się trudna sztuka: nasrać i uciec.
Czytaj dalej Sukiennice

Na Willi Hoessa

Obrazek z hollywoodzkich filmów: dzieciaki pluskają na ulicy, w wodzie tryskającej z hydrantu. O ile dobrze się domyślam, to jest symbol tęsknoty za niewinnym dzieciństwem albo sposób na pokazanie widzowi ubóstwa (kąpiel przy hydrancie musi wystarczyć, bo nie ma posiadłości z basenem). Oczywiście w takiej scenie może chodzić o jedno i drugie: nostalgię za zarazem biednym i radosnym czasem, kiedy bohaterowie doznawali pełni życia chłodząc rozgrzane letnim skwarem głowy w strumieniach rozpływających się na zakurzonym asfalcie albo betonie. Zależnie od czasu akcji zmienia się w filmach kolor skóry dzieciaków, zmienia się miejsce, ale hydrant jest ikoną.
Kiedy miałem kilka-kilkanaście lat chodziliśmy nad Sołę.
Czytaj dalej Na Willi Hoessa