Triumf Lore

toller napisał o niedoszłym statystowaniu w obozowym filmie 20 lat temu:
„Dodatek mundurowy? O, holender, co mnie przepadło! W 1989 miałem statystować w ”Triumfie ducha” – najpierw Jerzy Matula z ekipą uznał, że nadaję się na holenderskiego Żyda, a potem dostałem umowę na rolę SS-mana. Niestety, zdjęcia ruszyły tydzień wcześniej, gdy byłem na zimowych feriach daleko od planu…”
(Czy Jerzy Matula to ten, który wołał „Kruca bomba, mało casu” w „Va banque’u”?)
toller podpowiedział mi też (dzięki!) link do tekstów statysty z „Triumfu ducha”. Autor skrupulatnie wylicza stawki – uwzględniając inflację, podobne jak w 86-tym w serialu „Wojna i pamięć”. W międzyczasie była jeszcze jedna – polska – produkcja. Być może SS-manów traktowano lepiej, ale więźniowie mieli gorsze warunki.
Czytaj dalej Triumf Lore

Reklamy

Na planie

Odświeżyłem sobie „Listę Schindlera”. Przypomniałem, co powiedziała o niej nieoceniona dr. (wtedy jeszcze nie prof.) Stachówna: „Byłam zażenowana swoim wzruszeniem”. Pomijając wykpione setki razy rozważania głównego bohatera nad wartością partyjnej odznaki, ten film robi wrażenie – zarówno na znawcach historii, jak i filmowej kuchni. Oglądałem go nie pierwszy raz, więc mogłem spojrzeć z dystansu na swoje wzruszenie i się nim zażenować. Zauważyłem też, że znane i bliskie okolice, oglądane w „Liście Schindlera” stały się planem historii. Odkleiły się od Krakowa i Oświęcimia. Kiedy byłem małym chłopcem, widząc takie miejsca na ekranie, myślałem: „Tu byłem!”. Relację z wizyty jakiejś ważnej persony w obozie i migawkę z lodowiska Unii w serwisie sportowym odbierałem jako wydarzenia podobnej rangi, obrazki z mojego miasta w telewizorze.
Czytaj dalej Na planie

Monologi w Oświęcimiu

Postanowiłem, że w tym miejscu nigdy nie padnie niemiecka nazwa Oświęcimia (więcej tutaj). Nie chcę, żeby ktoś niechcący wygóglował mojego bloga, wpisując to nieszczęsne słowo. Ale że pada ono w tytule filmu, który dziś obejrzałem, muszę się uciec do „A”. Śmieszne? Żenada? Czepiłem się banalnego konceptu z uporem godnym lepszej sprawy? Tylko przez chwilę tak mi się zdawało.
Kiedyś Tomek, Oświęcimianin od urodzenia, wysłał mi esemesa treści: „Jestes w miescie martyrologii skazanym na codziennosc?”. To jest – obawiam się, że tylko dla Oświęcimian – przedni koncept, koszmarnie śmieszny i niebanalny. Gdyby wierzyć materiałom promocyjnym (np. tu), „Dialogi w A” miały być o mieście martyrologii skazanym na codzienność.
Czytaj dalej Monologi w Oświęcimiu

Komiks o obozie

Jest kolejny polski komiks historyczny, komiks o Mali i Edku, o miłości i śmierci w obozie. W tym obozie, który jest na peryferiach mojego miasteczka. To wydawnictwo jest nie dla mnie. Ale byłem ciekaw – dla kogo i po co? Poczytałem materiały promocyjne i, chociaż są stonowane i wyważone, wciąż miałem wąty. Komiks to Superman i inni. Moje drugie skojarzenie: Thorgal, Relax i Kapitan Żbik. Ale „Miłość w cieniu zagłady”? Forma nie przystaje do treści. I na tym można by skończyć. Ale może za słabo znam temat i dlatego myślę „przegięcie”?
Czytaj dalej Komiks o obozie

Komedia romantyczna

Przedwczoraj w telewizji „Mądrość precla”. Golan ma powodzenie u dziewczyn i traktuje je jednorazowo. Zawsze znajduje pretekst, żeby się nie związywać. Guy, przyjaciel od zawsze, próbuje go zeswatać ze swoją siostrą, która wróciła po siedmiu latach z Nowego Jorku. Kilka razy byłem bliski przełączenia na inny kanał, ale co i rusz powstrzymywał mnie kolejny egzotyczny szczegół. Rozpaleni faceci na widok seksownych babeczek mówią, że religijni mają dużo racji, nakazując skromny ubiór. Kochankowie spacerują wąską uliczką, zgaduję, że w Jerozolimie. Weekend spędzają na Synaju, nie wracałby człowiek. A wszyscy bohaterowie mówią dziwnym językiem, charkotliwym, chwilami twardym i śpiewnym jednocześnie. Gdybym musiał zgadywać, powiedziałbym, że arabski. To tak brzmi hebrajski?
Czytaj dalej Komedia romantyczna