Tel Aviv – lody przez szybę

Jedenaście gorących dni w Izraelu spędzili jesienią 2012 roku trzej oświęcimianie: Seven & Hell i ja.
Spisuję wszystkie ważne rzeczy, które zapamiętałem z wyprawy do Ziemi (nie mnie) Obiecanej.
Zdjęcia robił Robert Piekło. Przeważnie.

Teatr HabimaPopołudnie Zaduszek przeleżeliśmy na plaży i wymoczyliśmy w listopadowym morzu. Wieczorem zdeptaliśmy kilkadziesiąt ulic, alejek i pasaży. Przecięliśmy kilka arterii. Mijaliśmy restauracje i puby, pełne ludzi, rozświetlone, a nie był to blask szabasowych świec. Nie chciałem wiedzieć, ile tam kosztuje bodaj małe piwo, bo kieszenie puste. Jednak nie ma tego złego. Za kilkanaście godzin miałem wsiąść do zaparkowanego w Warszawie auta, tym razem jako kierowca, niestety. Po nieprzespanej nocy, ale przynajmniej trzeźwy jak… wielbłąd?
Co chwilę grupki rozgadanych dziewczyn, pewnie w drodze do baru, z rozwianymi falami włosów. Długie włosy to nie wszystko. Nie mogą banalnie opadać na plecy. Muszą być bujne. Na chodniku, przed szeroką witryną drobna na oko dwudziestolatka zapalała papierosa, ściskając w garstce smycz. Duży i groźny pies siedział przy jej obutych w lśniące glany nogach. Patrząc na burzę jej rudych włosów, pomyślałem, że na pewno ma na imię Ryfka.
Pizza Hut w Tel Avivie jest droga jak nigdzie i niesmaczna jak wszędzie, ale zapycha żołądek. Kurczak i tuńczyk są niedozwolone w szabas. Moglibyśmy nie zauważyć, że trwa, gdyby nie wegetariańskie żarcie. Prawdopodobnie również ze względu na szabas samolot w sobotę o szóstej rano był nieprzyzwoicie tani. Czasu dużo, więc nieśpiesznie obeszliśmy śródmieście. Przysiedliśmy przy wklęsłym ogrodzie koło Teatru Habima. Przez plac Rabina – betonowy i kanciasty – przemaszerowaliśmy bez przystanku. Potem zalegliśmy na ławkach Placu Ziny Dizengoff, który mijaliśmy już wcześniej.
Po północy wróciliśmy do hotelu-przechowalni po plecaki. Leżały w bocznym holu, ale nie chcieliśmy ich zabrać bez słowa. Liczyliśmy też, że obsługa – zgodnie z umową – zorganizuje nam transport do samolotu. Jednak recepcjonista kompletnie nie rozumiał, co do niego mówię, mimo że byłem trzeźwy jak… baran, a mój angielski był znowu giętki i prędki. Chłop po prostu nie miał pojęcia, jaką lewiznę odstawiają jego koledzy, a może podwładni. Gdzieś zadzwonił, powarczał, pokrzyczał, aż z czeluści hotelu wyłonił się chłopak w służbowym mundurku. Ceremonialnie wydał nam bagaże i ściągnął taksówkę.
Na lotnisku byliśmy przed drugą, ponad cztery godziny przed odlotem. Ale wnet się okazało, że to w sam raz tyle czasu, ile trzeba, żeby pożegnać Izrael ze wszystkimi niezbędnymi szykanami. Opisałem te ceregiele tutaj.

cdn.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s