Pierwszy koncert GIT-CORE’a

Git-Core’owcy, jak nazwa wskazuje, to hard-core’owcy. Ale gwiazdą pierwszego koncertu, nie była hard core’owa kapela. Nawet nie punk-rockowa. Cry Of Terror grał trash metal. Bo Git-Core’owcy nie byli ortodoksami. Niektórzy podobno biegle rozróżniali (rozróżniają?) grind core’a, crossover i straight edge. Ale kiedy nadarzała się okazja, żeby zrobić fajną imprezę, liczyło się tylko to, żeby sztuka była na poziomie. O sprawdzaniu hard-core’owej koszerności nikt nie myślał.
Czytaj dalej Pierwszy koncert GIT-CORE’a

GIT-CORE w Pile – epilog

Kolega z roboty był na pamiętnym dla oświęcimskich Git-Core’owców koncercie w Pile. (Więcej o pilskich zajściach w poprzednim wpisie). Paulus mieszka w Warszawie, ale pochodzi ze Słupska – pewnie stamtąd trafił na No Means No. (Świat to jedna wielka wiocha!) Opowiedział mi, jaki charakterystyczny obrazek z tej imprezy pamięta:
Czytaj dalej GIT-CORE w Pile – epilog

Praka, czyli o pochodzeniu nazwy GIT-CORE

„Ci kolesie, co robili koncerty w innych miastach, mieli pierdolca na punkcie dialogu. Że niby trzeba rozmawiać ze skinami. Ale jaka ze skinami rozmowa? Tu nie ma co dialogować, tylko trza walić w ryj! U nas nie ma litości dla łysych i wszyscy są normalni. W Oświęcimiu wszystkim rosną włosy!”. Autor tych pięknych słów zwykł mówić metaforycznie. Jego czoło sięga czubka głowy. Słowo „czubek” pojawia się tu zupełnie przypadkiem, gdyż zacytowaną przeze mnie z ułomnej pamięci relację przenika głęboka mądrość. Miała ją w sercach i głowach Ekipa z Oświęcimia, kiedy u schyłku prlu jeździła na koncerty.
Czytaj dalej Praka, czyli o pochodzeniu nazwy GIT-CORE

Na żywo z Oświęcimia

Już miałem wyłączyć telewizor, ale zaczynała się pogoda. Prezenter stał na tle gotyckiej (za chwilę miało się okazać, że neogotyckiej) budowli. Zastanawiałem co to za Frombork. I usłyszałem, że to Oświęcim. Ujęcie ze wzgórza zamkowego w stronę kościoła Salezjan. Tam było zimniej i mokrzej niż w w Babilonie (znaczy: w Warszawie), ale przez chwilę poczułem się ciepło i błogo, bo na starych śmieciach.
Czytaj dalej Na żywo z Oświęcimia

Ekipa, czyli skąd się wziął GIT-CORE?

Kilka lat temu bywałem w Warszawie tylko co kilka miesięcy. Przyjeżdżałem na szkolenia, burze albo pranie mózgów – dwa, góra trzy dni. Sześć lat temu podczas takiego pobytu zdarzyło się w przerwie na fajkę, że kolega z roboty, który żył (do dziś żyje) muzycznym półświatkiem, rozdał stojącym wokół popielnicy ulotki reklamujące klubowy koncert. Przeczytałem nazwę: Sabot. Powiedziałem, że byłem już na ich koncercie. Na pełne niewiary „gdzie?” odparłem, że ponad dziesięć lat wcześniej, w Oświęcimiu. „Niemożliwe! Serio?! Oni do dziś pamiętają ten wieczór! Mówią, że był absolutnie wyjątkowy!”. Nie wiem, czy ta reakcja była podkolorowana, ale jako uczestnik tamtego wydarzenia, byłem dumny, że Oświęcimianie nie gęsi.
Czytaj dalej Ekipa, czyli skąd się wziął GIT-CORE?

Sorry

Staram się nagryzmolić coś nowego przynajmniej raz na tydzień. Kolekcjonuję tematy i notuję w brudnopisie przymiarki – a to o dyskotece, a to o supermarkecie, a to o koncertach w Oświęcimiu. Wszystko to zmierza oczywiście, cytując klasyka, do „odwiecznej walki dobra ze złem, czyli Lecha z ogólnoświatową tendencją pomieszania O. z A.”
Ostatnie dni spędziłem beztrosko, towarzysko i imprezowo. Wczoraj byłem w Krakowie i podglądałem, jak się robi serial „W11”. Wstrząsające. Dziś kończy się długi weekend i przeżywam jak mrówka okres, że po tygodniu w domu, w Oświęcimiu i okolicy, czeka mnie pakunek i jazda do Babilonu (znaczy: do Warszawy). Posłucham sobie po drodze „Jesiennej deprechy” Kur. A w Babilonie, na jamie, umilę sobie koczowanie porządkowaniem informacji na temat Git Core’a. Co to za temat! A może zechcesz podpowiedzieć, o czym by tu jeszcze?..
Jeśli z jakichś powodów zaglądasz tu regularnie, żeby sprawdzić, co nowego – sorry. Mam nadzieję, że zajrzysz znów.

Monologi w Oświęcimiu

Postanowiłem, że w tym miejscu nigdy nie padnie niemiecka nazwa Oświęcimia (więcej tutaj). Nie chcę, żeby ktoś niechcący wygóglował mojego bloga, wpisując to nieszczęsne słowo. Ale że pada ono w tytule filmu, który dziś obejrzałem, muszę się uciec do „A”. Śmieszne? Żenada? Czepiłem się banalnego konceptu z uporem godnym lepszej sprawy? Tylko przez chwilę tak mi się zdawało.
Kiedyś Tomek, Oświęcimianin od urodzenia, wysłał mi esemesa treści: „Jestes w miescie martyrologii skazanym na codziennosc?”. To jest – obawiam się, że tylko dla Oświęcimian – przedni koncept, koszmarnie śmieszny i niebanalny. Gdyby wierzyć materiałom promocyjnym (np. tu), „Dialogi w A” miały być o mieście martyrologii skazanym na codzienność.
Czytaj dalej Monologi w Oświęcimiu