Oświęcimskie anegdotki

Książka, która działaby się w Oświęcimiu, której bohaterami byliby Oświęcimianie, obyczajowa, współczesna historia, byłaby w jakiś sposób niegodna. Tylko mieszkańcy mojego miasta czytaliby ją niewinnie i bez wartości dodanej. Oświęcimskie historie, nawet gdyby się działy wyłącznie w XXI wieku, byłyby zagłębione w poprzednim.

Jesienne popołudnie. Na przystanku autobusowym stoi długowłosy, młody mężczyzna ubrany w prochowiec i pilotkę. Obok kilkuletni chłopiec spogląda na zmianę na jego twarz o orientalnych rysach i na siedzącego na ławce ojca. Zwróciwszy głowę kilka razy w tę i nazad, pyta: „Tatuś, nie-Polak? Nie-Polak?”. Młody w prochowcu uśmiecha się i mówi: „Polak”.

Monika wynajmowała kiedyś razem z koleżanką mieszkanie na wieżowcach. Dziewczyny miały dużo gości, bo były fajne i lubiły towarzystwo. Spotkania często przeradzały się w imprezy, latem aż do rana. Zdarzyło się, że ojciec Moniki musiał się położyć w szpitalu na kilka dni. Kiedy go odwiedziła, pochwalił jej nową fryzurę – obcięła włosy. Po jej wyjściu pacjent z sąsiedniego łóżka powiada do ojca tak: „Pańska córka jest podobna do jednej takiej, co z drugą taką wynajmowały mieszkanie w moim bloku, na wieżowcach. Panie, co tam się działo! Imprezy, hałasy, muzyka, ciągle jakieś towarzystwo. Mówiły, że nauczycielki. A to zwyczajne kurwy były, proszę pana!”

Dziki ma burzliwą biografię. W mieście znają go jako wokalistę lokalnych kapel. Zwraca na siebie uwagę rokendrolowym temperamentem i brodą a la ZZ Top. Ale zanim stał się symbolem miejskiego folkloru, bywało ciężko. Za komuny często go zamykali na 48. Obrazek z początku lat 90-tych. Dziki wchodzi w swoim nieśmiertelnym moro na stadion (po prawdzie: boisko), na którym będzie się odbywał festyn na koniec lata. Zatrzymuje go wysoki rangą policjant o mentalności milicjanta, powszechnie nielubiany w mieście: „Dziki! A ty gdzie?” Dziki na to ze spokojem: „Dzisiaj JA tu będę śpiewał, a TY będziesz pilnował, żeby mi się nic nie stało!”

Trzy niewinne zdarzenia, które mogłyby się zdarzyć gdziekolwiek, dla mnie zawsze będą historiami z Oświęcimia. Setki takich opowieści krążą, kiedy Oświęcimianie siadają w weekendowy wieczór przy piwie. Chciałbym je wszystkie poznać. A gdyby mnie kiedyś podkusiło, żeby je gdzieś niewinnie zapisać (niewinnie znaczy: lokując je w innym mieście), musiałbym dokładnie przemyśleć wszystkie okoliczności, bo mam przed oczami przystanek na Zasolu, Dzikiego szykującego się do koncertu na boisku „Soły” i mieszkanko na S-Centrum, które wynajmowały nauczycielki. „A to zwyczajne!..”

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s